Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 sierpnia 2016

W Szczecinie najlepszym sposobem pozbycia się chwastów jest ołów




Reakcja - en masse  - społeczeństwa polskiego na doniesienia mediów o śmiertelnym postrzeleniu 22 latka w Szczecinie  jest diametralnie różna od reakcji  na podobne przypadki w państwach, które kiedyś nazywaliśmy Zachodem.  Wysoce niepokojącym, ale też zadziwiającym jest, iż większość społeczeństwa, w tym także młodzi ludzie, którzy urodzili się w „wolnej” Polsce, akceptuje nieprzestrzeganie prawa przez organy i instytucje  państwa, w tym policji. Te wartości, na których naruszenia tak uczuleni są obywatele starego “wolnego świata”, jak prawo do życia, wydają się Polakom fanaberiami, które ich  nie dotyczą i nie będą dotyczyły bezpośrednio, bo przecież nie są przestępcami (jakim był zabity).

Komentarze dotyczące tej bulwersującej i tragicznej wiadomości są smutnym obrazem świadomości społecznej, znieczulicy, braku kultury (także kultury prawnej), braku elementarnego solidaryzmu, a sumie  świadectwem jak daleko Polakom do dojrzałych społeczeństw demokratycznych i obywatelskich. Uderza też uniformizm i stereotypowość poglądów i brak głębszej refleksji komentatorów. Oto przykłady;

·         Prawidłowo że go zastrzelił, może to być ciężka chwila dla rodziny zabitego przestępcy, ale ten już przynajmniej nie zabije na drodze innego człowieka. A to że policjant użył broni drugi raz to żadna afera, po to ją mają, jak znajdzie się trzeci raz w takiej sytuacji tak samo powinien jej użyć. Mam nadzieje że prokuratura zadziała jak trzeba i nie ukarze policjanta dla dobra opini publicznej...
·         Wygląda na to, że społeczeństwo nie poniosło żadnej straty z powodu wyrwania tego chwasta. Jego dotychczasowe osiągnięcia nie wskazują na to, że można z niego zrobić wzorowego obywatela. Dzieki temu, że został wyrwany prawdopodobnie ten Policjant ocalił życie jego przyszłej ofiary. Policja nie powinna się bać używać broni. Po to ją nosi, żeby móc jej użyć w razie potrzeby
·         Same cwele i dobrze że jest taki gość z jajami. Selekcja! Złodziej to zlodziej
·         Najlepszym lekarstwem na chwasty jest ołów ,Dzielny , odważny glina .
·         Jednego śmiecia mniej. Do trzydziestki pewnie sam by miał morderstwo na sumieniu...
·         Panie Policjancie Krzysztofie O. - praworządni obywatele dziękują Ci i za tego na wózku i za tego z piątku! Mamy marzenie.. Żeby wśród policjantów było więcej takich facetów z jajami...
·         Brawo Policja. Każdy ewidentnie uciekający przed policją powinien z automatu być traktowany jak kartonowa tarcza strzelnicza. Inaczej zamęcza nas gnoje z kieszeniami wypchanymi narkotykami czy kradzionymi przedmiotami. Twarde prawo do odstrzału w ewidentnej sytuacji.
·         Brawo! Nareszcie policja robi to, za co jej płacimy: skutecznie wyrywa chwasty i poprawia bezpieczenstwo obywateli!...wróciła mi wiara w praworządność i sprawiedliwość oraz nadzieja, że dożyję czasów gdy parszywa patologia zniknie z publicznej przestrzeni i zwykły zjadacz chleba poczuje się bezpiecznie..
·         brawo gliny!! Tak trzeba!! My podatnicy płacimy wam za bezpieczeństwo!
Bardzo dobrze, że wyeliminowaliście tego cwela, obyło się bez sądu
i kosztów!![i]

Na około 90 komentarzy,  mniej niż 15 to komentarze  oburzonych. To próbka poglądów Kowalskich. Ale i „elity”  nie pozostają w tyle.

Zdecydowana większość komentatorów jest przekonana, iż cel uświęca środki, gdzie celem jest uwolnienie społeczeństwa od chwastów, śmieci i cweli, a środki to odstrzał, wyrywanie, eliminowanie, selekcja, ołów. Przez 70 lat w tym niemal  trzy dekady w demokratycznym państwie prawa, racjonalizowanie i wręcz przyjmowanie  aplauzem nadużywania władzy w stosunku do obywateli z kryminalną przeszłością jest normalką dla szerokich rzesz obywateli, a także  miało i ma ciche i mniej ciche przyzwolenie, a często także współudział wszystkich trzech władz.  Nic się w tej materii nie zmieniło od czasów głębokiego PRLu, oprócz stulecia.   

Ci, którzy racjonalizują, szukają „alibi”, czy wręcz przyjmują aplauzem nadużywanie władzy przez policję w stosunku do obywateli z domniemaną lub rzeczywistą kryminalną przeszłością,  przyzwalają i godzą się na bezprawie nie biorąc  pod uwagę, iż łamanie prawa zawsze i nieuchronnie prowadzi do postępującej i radykalizującej się demoralizacji. Demoralizacja sprawia, iż następnym razem  nieprawość jest jeszcze bardziej bezczelna i bezwstydna i  posuwa się dalej. I rośnie  jak rak niepowstrzymany zawczasu. Jaką gwarancję  (i wiedzę) mają ci przyzwalający na wyrywanie chwastów, że policja nie wyrywa też kwiatków?

Ten sam policjant, który zabił 22 latka ze Szczecina  w 2010r. postrzelił innego młodego człowieka, który przeżył i jest sparaliżowany. Policjant podobno i w tamtym przypadku został potrącony przez postrzelonego. Świadków nie było. Prokuratura umorzyła śledztwo. Ofiara -  ja tego policjanta nie potrąciłem. Mam na to opinię laboratorium kryminalistycznego policji! Sprawę z oskarżenia prywatnego przegrał – policjanta uniewinniono.

Maj 2016 - Maciej Stachowiak, ojciec zmarłego na posterunku we Wrocławiu Igora - policjanci zabili mi dziecko ... - Igor nie był chwastem,  ale policjantom wydawał się podobny do mężczyzny, który wcześniej uciekł policji, więc go wyrwali.
Kwiecień 2016 - Siostra Pawła Klima zakatowanego podczas interwencji policji w Białymstoku - przyciskali go do podłogi, dusili i kopali na balkonie, (gdzie zdesperowany człowiek uciekł, są filmy nagrane przez sąsiadów). Paweł Klim był niepełnosprawny - czy to jest synonim określenia śmieć, którego trzeba wyeliminować?
W 2004r. w Poznaniu nieumundurowani policjanci używający nieoznakowanego samochodu,  przez pomyłkę - bo byli pewni, że  samochód prowadzi groźny przestępca -  oddali 31 strzałów w brezentowy dach kabrioletu, który się nie zatrzymał - jednego nastolatka zabili na miejscu, a drugiego wsadzili na wózek  inwalidzki i temu obywatele zapłacili 900 tys. odszkodowania i płacą ponad 2 tys. renty miesięcznie.  Zostali uniewinieni dwa razy w dwóch instancjach.
 SN jednak był innego zdania:  skrytykował argumenty Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, według którego reakcja policjantów była instynktowna i nie mieli oni czasu na rozważania co do innych środków umożliwiających zatrzymanie. Takie rozumowanie prowadzi do wniosku, że  art. 17 ust. 1 pkt 1 ustawy o Policji (wtedy obowiązujący w takich przypadkach), a być może i inne przepisy dotyczące użycia środków przymusu bezpośredniego były po prostu zbędne, skoro  kierujący się  instynktem policjanci mogli arbitralnie zrobić to, co sami uznali za stosowne, a nie to na co zezwala ustawa.   Suma sumarum w końcu 10 lat po tym tragicznym wydarzeniu,  każdy z policjantów został skazany na całe  dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy.

Przeglądając Internet, wpadł mi w oko tytuł tekstu na blogowisku red. Lisa – "Bo to dobry chłopak był, do mszy służył i mało pił"  Policjant zastrzelił przestępcę, teraz nazywają go mordercą - autorstwa Pawła Kalisza.[ii] Zajrzałam do środka i zdecydowanie nie „byłam u siebie”. I nie mam na myśli poglądów autora, a niekoherentną, zabarwioną prymitywnym i nie na miejscu  sarkazmem składankę przemyśleń autora i zwykłych policjantów (na FB) – sprowadzających się do wniosku - Trudno mówić o tym, ze policjanci zastrzelili niewinnego młodego mężczyznę (policjant z Łomży).
 
Autor informuje, także, że  wg. wersji rodziny (to przecież oficjalna wersja prokuratury i policji)  Krzysztof O. po oddaniu strzału ostrzegawczego, zastrzelił 22-latka, który nie zatrzymał się do kontroli.  Tyle tylko, że - twierdzi autor - ta rodzina zapomniała, że zastrzelony był dealerem narkotyków, był pozbawiony prawa jazdy i na dodatek miał do odsiadki 4 lata (w rzeczywistości Cezary G. odsiadywał wyrok 2 lat i część już odsiedział). Przy czym nie ma żadnego wyjaśnienia jaki związek przyczynowo-skutkowy znalazł  P.Kalisz pomiędzy zasadnością lub nie użycia broni przez policjanta przy próbie zatrzymania Cezarego G., a faktem, że Cezary G. był dealerem narkotyków, był pozbawiony prawa jazdy i na dodatek miał do odsiadki jakąś część 2 letniego wyroku. 

Nie wiem jak taki ciemnogród i mocher uchował się na tym postępowym i europejskim portalu?  P. Kalisz otwartym tekstem nie tylko akceptuje, ale afirmuje samosądy policji. Zabijanie ludzi dlatego, że są przestępcami czy domniemanymi przestępcami, bo uciekają nie jest tolerowane w demokratycznym państwie prawa. Co na to szef Grupy Na Temat tak przecież wrażliwy i uczulny na bezprawie, twarz Komitetu Obrony Demokracji?

Trybunał Praw Człowieka  - Wasilewska i Kałucka  v Polska[iii]  – dotyczy użycia broni przez policję w analogicznej sytuacji jak omawiana powyżej. Polska przegrała sprawę i podatnicy zapłacili rodzinom  zabitego i  inwalidy po 20 tys euro plus zwrot kosztów sądowych.

Trybunał stwierdził m.inn. -  „sposób, w jaki policja zareagowała oraz zakres użytej przez nią siły nie mogą zostać uznane za ściśle proporcjonalne do celu w postaci zapobieżenia ucieczce. W tym przypadku większość strzałów została oddana w kierunku uciekającego samochodu wówczas, kiedy minął on już policjanta, który miał być przez niego potrącony. W tym momencie nie istniało żadne bezpośrednie zagrożenie dla policjanta, a jedynym zamiarem funkcjonariuszy policji było uniemożliwienie  ucieczki   podejrzanych  i zatrzymanie ich  lub zapobieżenie postrzeganemu zagrożeniu z ich  strony. 

Jesteśmy  en masse społeczeństwem inkwizycyjnym i punitywnym nie biorąc pod uwagę, iż stan władzy sądowniczej jest tragiczny, a sędziowie zdaje się w większości są niezawiśli od Konstytucji i ustaw. A przecież niemal wszystkie spory indywidualne, niemal wszystkie decyzje i działania  rażąco łamiące przepisy prawa i krzywdzące obywateli, wydane i wykonane  przez policję i inne organy ścigania, komorników, Izby Skarbowe, Izby Celne, ZUS  i inne instytucje państwa, znajdują swój finał w sądach powszechnych. Stąd nasze bezpieczeństwo nie zależy od nielicznych na szczęście przypadków, policjantów zabijających obywateli  (czasami obywateli kryminalistów), a w pierwszym rzędzie od zdrowego i działającego w granicach prawa wymiaru sprawiedliwości.
 
To porażający i destrukcyjny  mit  wciskany przez 70 lat - najpierw postępowemu socjalistycznemu, a po transformacji cywilizowanemu europejskiemu - społeczeństwu - sprawia,  że en masse  wierzy ono, iż Polska jest państwem prawa i istnieje w tym kraju porządek prawny obowiązujący wszystkich. Stąd więc w opinii społeczeństwa obywatel, który zostanie  „przetestowany” przez instytucje stojące na straży tego  porządku  i zostanie  skazany (lub czasami śmiertelnie pobity lub postrzelony) , no to przecież dostał to co mu się należy zgodnie z prawem, a ten co nie został skazany (lub czasami śmiertelnie pobity lub postrzelony) jest faktycznie niewinny. Stąd społeczeństwo może uspokoić swoje sumienie i zająć się  przyjemniejszymi  rzeczami.


czwartek, 14 lipca 2016

Werdykt ławy przysięgłych w procesie O.J. Simpsona - słuszny czy nie?



Notka Rebeliantki „Ławy przysięgłych – remedium dla sądownictwa wywołała gorącą dyskusję. Kilku komentatorów przywołało proces O.J. Simsona jako przykład „patologii”  ław przysięgłych. Jestem zwolenniczką uzdrowienia naszego wymiaru sprawiedliwości przez wprowadzenie ław przysięgłych.  Przedstawiam sprawozdanie z procesu OJ. Simpsona, który przez 9 miesięcy obserwowałam. Jestem ciekawa co myślą czytelnicy o werdykcie ławy przysięgłych po zapoznaniu się z głównymi faktami w sprawie.
O.J Simpson legendarny gracz NFL, aktor, reporter sportowy NBC i ABC został oskarżony o zabójstwo swojej byłej żony Nicole Brown Simpson i jej znajomego Rona Goldmana. Simpsonowie po burzliwym związku, rozwiedli się dwa lata przed zabójstwem. Mieli dwoje dzieci Sydney ( 8 lat) i Justin ( 5 lat), które mieszkały z Nicole.
To sensacyjne podwójne zabójstwo, a następnie dramat sądowy przez trzy lata nieprzerwanie nie schodziło z pierwszych stron gazet. Stacje telewizyjne poświęciły tej tragedii więcej czasu na antenie niż wojnie  domowej w byłej Jugosławi i zamachowi terrorystycznemu w Oklahama City, razem wziętym. Od 13 czerwca 1994 r. przez nastepne trzy lata dla dziesiątków milionów Amerykanów był to temat nr 1. Ktoś obliczył, iż pracodawcy w USA stracili 40 miliardów dolarów z powodu absencji i straty wydajności pracy tylko podczas trwania samego procesu OJ Simpsona (9 miesiecy), który był transmitowany na żywo w całej północnej Ameryce. Już w dwa tygodnie po zabójstwie wydano pierwszą książke o morderstwie Nicole Brown Simson i Rona Goldmana. Po zakończeniu procesu, większość głównych aktorów dramatu napisało również książki i zrobili błyskawiczne kariery w “show” biznesie. 

Najważniejsze fakty:

Krótko po północy 13 czerwca 1994 r., wałęsający się po ulicy pies rasy Akita zaprowadził przypadkowego przechodnia na miejsce zbrodni. Póżniej okazało się, że był to pies Nicole. Przed wejściem do ekskluzywnego apartamentu, na chodniku leżały zwłoki Nicole Brown Simpson, a z boku pod drzewem zwłoki Ronalda Goldmana. Pierwsi policjanci, ktorzy odpowiedzieli na zawiadomienie znalezli w sypialni na I piętrze śpiące dzieci Simpsonów. W pokoju dziennym na stoliku dopalające się świece i lody w pojemniku – rozpuszczone. W łazience wokól jacuzzi też stało kilkanaście dopalających się pachnących świec. Jeden z policjantów Riske opisał też przedmioty, które zauważył w pobliżu ciał zamordowanych, białe etui z okularami, granatową czapkę narciarską i parę zakrwawionych brązowych rękawiczek.

Pierwsi detektywi z Wydziału Morderstw LAPD – Mark Furhman i jego partner dojechali na miejsce zbrodni około 3 nad ranem. Oczekując na ekipę techników, zabezpieczyli miejsce zdarzenia. W niecałą godzinę pózniej, komendant LAPD odsunął od śledztwa Marka Furhmana i jego partnera i oddał śledztwo dwóm doświadczonym detektywom – Tomowi Lange i Phillipowi Vannatter. Kiedy ci przyjechali na miejsce zbrodni, Furhman przekazał im sprawę i zaoferował swoją pomoc. Znał OJ Simpsona i Nicole Brown Simpson z wcześniejszych interwencji w ich domu w Brentwood, kiedy byli jeszcze małżeństwem. Lange i Vannatter postanowili pojechać do domu Simpsona, aby jak twierdzili, zawiadomić go o morderstwie. 

Mark Furhman pojechał z nimi ponieważ „znał drogę“( de facto nie powinien uczestniczyć w czynnościach). Przed wjazdem do rezydencji O.J. stał zaparkowany na ulicy biały Ford Bronco. Na dzwonek przy bramie nikt nie odpowiadał. Na rozprawie detektyw Lange i Vannatter twierdzili, iż Mark Furhman zaglądając przez szybę do wnętrza Bronco zauważył na drzwiach samochodu - od wewnątrz - ślady krwi i to była podstawa wejścia na teren posesji Simpsona. Zgodnie z prawodawstwem amerykańskim bez zgody własciciela, czy zgody sądu i nakazu rewizji taką decyzję moze podjąć policja tylko w wyjątkowych wypadkach jak np obawa, że czyjeś życie jest zagrożone. Detektywi zeznali, iż byli zaniepokojeni o los OJ Simpsona po odkryciu przez Furhmana śladów krwi w samochodzie. I Furhman zaproponował, że przeskoczy przez ogrodzenie i otworzy bramę. Lange zgodził się.


Po wejściu na teren posesji, detektywi zauważyli na podjezdzie i schodach do domu kilka kropli zaschniętej krwi. Podczas rekonesansu wokół rezydencji w pawilonie dla gości, który stał z boku w tyle głównej rezydencji, okazało się, że mieszka tam i jest w domu Kato Kaelin, trzydziestoparo letni bezrobotny aktor i przyjaciel rodziny. Kato notorycznie bezrobotny mieszkał najpierw u Nicole i pomagał jej pilnując dzieci, po jakimś czasie przeniósł się do OJ-a. W drugim mieszkaniu w pawilonie gościnnym mieszkała córka Simpsona z poprzedniego małżeństwa - tego dnia nie było jej w domu.

Kato powiedzial detektywom, że OJ jest w Chicago, widział go około 22.55 jak odjeżdzał limuzyną na lotnisko i pomagał mu zapakować walizki do limuzyny. Sam fakt, że znalazł się na froncie głównej rezydencji był spowodowany niepokojącym incydentem - okolo 22.50 słyszał trzy głuche stuknięcia w zewnetrzną scianę domu, koło okna. Zaniepokojony wyjrzał przez okno, ale niczego niepokojącego nie zauważył. Okna w pokoju Kato wychodziły na tył budynku, gdzie rosły dość gęste wysokie krzewy, a za nimi była siatka graniczna posesji. Tylna ściana pawilonu gościnnego stała ca pół metra od siatki. Kato wyszedł z domu, żeby zbadać dokładnie co się stało, nie miał jednak odwagi wejść na tyly budynku. Zobaczył na ulicy oczekującą limuzynę. Ponieważ znał plany Simpsona, wiedzial, że to limuzyna, która zawiezie OJ na lotnisko, otworzył więc bramę i kierowca wjechał na podjazd przy domu. W tym czasie Simpson wyszedł frontowymi drzwiami i przepraszał za spóznienie, tłumaczyl, że uciął sobie drzemkę i zaspal. Kato pomógł mu zapakować walizki do limuzyny.

Ważne – kierowca limuzyny Allan Park przyjechał pod posiadłość Simpsona o godz. 22.25. Park był zdezotrientowany i szukał numeru domu, ponieważ rezydencja Simpsona stała na rogu dwóch ulic i z obydwu stron były bramy wjazdowe na teren posesji. Park dzwonił najpierw od ulicy Rockingham, pózniej podjechał z drugiej strony, do bramy od ulicy Ashford i też dzwonił około 10.40. Ponieważ nikt nie otwierał, zadzwonił do swojego szefa na pager, później do domu matki szefa i dalej czekał pod bramą. Około godz. 22.50 Park widział czarnego wysokiego człowieka przy drzwiach wejściowych. Po chwili zobaczył zapalone swiatło w domu. W tym czasie Simpson zadzwonił do niego i powiedział, że zaspał i za chwilę będzie gotowy. O 22.54 Kato podszedł do bramy od ulicy Ashford i powiedział mu , aby podjechał z drugiej strony – od Rockingham i otworzyl mu brame z tej strony. Park twierdził też, iż nie widział zaparkowanego Bronco, kiedy przyjechał pod rezydencję.

Wracając do porannej rozmowy detektywów z  Kato, Furhman zaproponował, że sprawdzi czy nie ma jakichś śladów pod oknem pokoju Kato. Wszedł na tyły budynku, reszta policjantów czekała na rogu. Po chwili Furhman krzyknął, że coś znalazł, była to brązowa, zakrwawiona rękawiczka, podobna do tej widzianej na miejscu zbrodni. Rekawiczka była mokra, nasączona nieskrzepłą krwią. Na suchych liściach pokrywających ziemię nie było żadnych innych śladow – np. stóp czy krwi.

Detektyw Lange skontaktował się z Simpsonem w Chicago i zawiadomił go o śmierci byłej żony. 

Tymczasem na miejsce zbrodni przyjechała ekipa techników kryminalistycznych, którzy zabezpieczali ślady, przyjechała też ekipa z biura koronera.
·         Medyk sądowy stwierdził na ciele Nicole Brown Simpson liczne pchnięcia nożem, bezpośrednią przyczyną śmierci była rana cięta na szyji ofiary – zostały przecięte nie tylko tętnice szyjne i głeboko mięsnie, ale rownież nadcięty krąg szyjny.
·         Ron Goldman miał pocięte dłonie, co wskazywało, iż walczył z napastnikiem, bezpośrednią przyczyną śmierci było kilkanaście pchnięc nożem w klatkę piersiową.
Technik kryminalistyczny Dennis Fung zebrał próbki krwi znalezione na miejscu zbrodni.
·         Na chodniku prowadzącym od drzwi apartamentu Nicole znaleziono szereg krwawych śladów obuwia roz.12krew ofiar. Obok tych śladów znaleziono rownież kilka drobnych kropli krwi. ( Po kilku tygodniach Fung znalazł ślady krwi rozmazane na bramce wejściowej ). Te slady zawierały mieszankę DNA ofiar i OJ Simpsona.
·         Po powrocie Simpsona z Chicago detetyw Lange poprosił go o próbkę krwi do badań porównawczych DNA, Simpson nie oponował i pobrano od niego krew w jego rezydencji.
Na miejscu zbrodni znaleziono też:
·         Na czapce narciarskiej kilka włosów. Badanie wykazało, iż są podobne do włosów OJ-a.
·         Mikroślady tkaniny podobne do dywanu w Fordzie Bronco Simpsona.
·         Mikroślady granatowej bawełny na ubraniu Rona Goldmana –Prokuratura znalazła świadka, który twierdził, że OJ był ubrany po południu 12 czerwca w granatowy dres.
Ślady znalezione wokół i w domu Simpsona:
·         na rękawiczce znalezionej pod oknem Kato znaleziono DNA obydwu ofiar i OJ-a
·         na skarpetkach znalezionych w sypialni OJ-a znaleziono ślady kropli krwi – DNA Simpsona i Nicole
W Fordzie Bronco
·         na drzwiach przy klamce rozmazany ślad krwi
·         przy kierownicy, na konsoli i na dywanie rozmazane krople krwi.
Z części śladów - nie można było ustalić profilu/li DNA, te które udało się ustalić zawierały DNA obydwu ofiar i Simpsona.

Prokuratura postawiła zarzuty OJ Simpsonowi 20 czerwca 1994r.

Zgodnie z procedurą, przed rozpoczęciem procesu, sąd musiał zdeterminować na wstępnej rozprawie, czy jest podstawa - dowody do rozpoczęcia procesu. Po tygodniowej wstępnej rozprawie sądowej, sędzia California Superior Court Kathleen Kennedy-Powell orzekła 7 lipca, iż są wystarczające dowody, aby process się odbył.
Simpson stanął przed sądem oskarżony o zamordowanie byłej żony Nicole Brown Simpson i Rona Goldmana 29 lipca 1994r. 

Po wstępnym przesłuchaniu sprawa została przeniesiona z Santa Monica do Clara Shortridge Foltz Criminal Justice Center w centrum Los Angeles.
Decyzja ta była niezwykle ważna, ponieważ pula sędziów przysięgłych w centrum Los Angeles, gdzie mieszkali Latynosi, Afroamerykanie, Azjaci – w przeważającej części robotnicy, różniła się od puli w Santa Monica, gdzie przeważali dużo lepiej sytuowani finansowo biali.

Sprawę prowadził sędzia Lance Ito.

Po stronie oskarżyciela sprawę prowadziła Marcia Clark, doświadczona prokurator, ktora była oskarżycielem w 21 sprawach o morderstwo. Drugie skrzypce po ostronie oskarżyciela - to Chris Darden, Afroamerykański prokurator, takze z dużym doświadczeniem. 

Obrońcy Simpsona nazwani przez media Dream Team to była to śmietanka palestry amerykańskiej - legendarny F. Lee Bailey, Robert Shapiro, Alan Dershowitz (specjalista od apelacji z najwyższej półki), Robert Kardashian, Gerald Uelmen (Dziekan prawa na Santa Clara University), Carl E. Douglas i Johnnie Cochran. Ponadto adwokaci specjalizujący się w dowodach DNA, Barry Scheck i Peter Neufeld.
Prawnicy w biurze prokuratury okręgowej i prawnicy obrony pracowali literalnie przez całą dobę przez kilka miesięcy, aby przygotować się do sprawy. W październiku 1994 r., sędzia Ito rozpoczął rozmowy z 304 potencjalnymi sędziami przysięgłymi, a każdy z nich musiał wypełnić 75-stronicowy kwestionariusz. W dniu 3 listopada zakończono wybór sędziow przysięgłych.

Proces rozpoczął się 25 stycznia 1995 roku. Strony wygłosiły mowy – po stronie prokuratury Marcia Clark, po stronie obrony Johnnie Cochran.

Zabójstwo

Prokuraura twierdziła, iż Simpson pojechał do domu Nicole Brown wieczorem 12 czerwca z zamiarem jej zabicia. Nicole otworzyła drzwi w odpowiedzi na pukanie, lub po usłyszeniu hałasu na zewnątrz, a wtedy Simpson chwycił ją i zaatakował nożem. W tym momencie do ogródka przed domem wszedł Ron Goldman, kelner z pobliskiej restauracji, gdzie Nicole była wcześniej na obiedzie i zostawiła okulary. Właściciel restauracji poprosił Rona, żeby odniósł okulary Nicole. Prokuratura twierdziła, że Simpsona zostawił nieprzytomną Nicole i zaatakował Goldmana. Pchnął go wielokrotnie w szyję i klatkę piersiową nożem, podczas gdy drugą ręka przytrzymywał go za szyję. Po zamordowaniu Rona, przykucnął przy nieprzytomnej leżącej na brzuchu byłej żonie, złapał ją za włosy, pociągnąl jej głowę do góry i podciął jej gardło nożem. Podczas walki z Goldmanem Simpson miał przeciąć sobie nożem palec. Ślady krwi i badania DNA miały potwierdzać wersję prokuratury. Prokuratura twierdziła, iż motywem zabójstwa była chorobliwa zazdrość Simpsona o byłą żonę.

Czas

Według prokuratury, Simpsona widziano po raz ostatni o 21:36 po powrocie do domu. Widział go przy bramie domu Kato Kaelin. Nikt nie widział OJ-a aż do 22:54 czyli godzinę i 18 minut później, gdy wyszedł z domu do czekającej limuzyny. Zarówno obrona i prokuratura zgodzili się, że morderstwa miały miejsce pomiędzy 22.15 a 22.45. Prokuratura nie udowodniła, że w tym przedziale czasowym Simpson mógł wrócić do swojej rezydencji, pozbyć się zakrwawionego ubrania, umyć się i ubrać ponownie i wyjść na podjazd z walizkami.( na te czynności miał niecałe 5 minut).

Motyw

Prokuratura twierdziła, że Simpson był chorobliwie zazdrosny o byłą żonę, co było motywem zabójstwa. Oskarżyciel rozpoczął proces od przedstawienia dramatycznego nagrania rozmowy telefonicznej Nicole Simpson z operatorem 911, kiedy podczas awantury z mężem zadzwoniła po pomoc, obawiając sie agresji Simpsona. Następnie świadkowie m.innymi siostra Nicole Denis zeznawali o kolejnych awanturach w domu Simpsonów, podczas których OJ nie tylko obrażał werbalnie żonę, ale też używał przemocy. Denis była na przykład świadkiem, kiedy podczas jednej z awantur OJ rzucił Nicole o ścianę. Nicole zostawiła też w sejfie swoje zdjęcia, na których widać jej spuchniętą i posiniaczoną twarz i ciało.

Po przedstawieniu powyższych dowodów, prokuratura i następnie obrona przesłuchali biegłych oskarżyciela, techników kryminologii z policji i detektywów z Wydzialu Zabójstw prowadzących dochodzenie. Następnie przesłuchano biegłą biolog z laboratorium, które wykonało badania DNA znalezionych sladów krwi.
Obrona od początku procesu punktowała słabe strony oskarżenia. Już podczas zabezpieczania dowodów na miejscu zbrodni, w rezydencji Simpsona i w jego samochodzie policja uchybiła wielu procedurom, które stawiały pod znakiem zapytania wyniki badań kryminologicznych obciążających OJ-a.

Najważniejsze z nich to:

·         Przesłuchując technika Funga i innych obrona wykazała, iż nie zachowali oni odpowiednich procedur przy zabezpieczaniu śladów krwi, co moglo skutkować kontaminacją i w efekcie błędnymi wynikami szczególnie w badaniach, które wykazały DNA mieszane. Kilka śladów krwi zostało znalezionych kilka tygodni po zabójstwie.

·         Obrona wykazała również, iż detektyw Phillip Vannatter kłamał, twierdząc, iż pobraną od Simpsona krew (do badań porównawczych DNA) odwiózł natychmiast do laboratorium. Probówkę z krwią pobraną 13 czerwca po powrocie OJ-a z Chicago przekazał do laboratorium następnego dnia rano.

Trzeba zaznaczyć, iż w procesach karnych w USA (i w każdym kraju prawa), drobiazgowawe i ścisłe udokumentowanie historii każdego ewentualnego dowodu materialnego – a więc także i gdzie fizycznie był dowód od chwili zabezpieczenia przez kryminologa do momentu przedstawienia go na procesie. Historia ta powinna być udokumentowana na metryczce załączonej do dowodu, w ktorej odnotowuje się nazwisko każdej osoby, która miała fizyczną styczność z dowodem, a także czas – od -do. Obrona dokładnie analizuje każdą metryczkę i ujawnienie nieścisłości w tych zapisach może spowodować wyłączenie dowodu, ponieważ w takiej sytuacji zawsze może zachodzić prawdopodobieństwo fizycznych manipulacji dowodem.

W tym przypadku Vannatter wpisał na metryczce czas przekazania do laboratorium 13 czerwca po południu, a więc sfałszował dokument. Obrona znalazła nagranie jednej ze stacji telewizyjnych, gdzie detektyw po wyjściu z rezydencji Simpsona wkłada probówkę do kieszeni płaszcza, a także inne nagrania pod gmachem policji, gdzie nie zarejestrowano jego przyjazdu w czasie, który wpisał na metryczce jako czas przekazania dowodu w laboratorium, (ani później tego dnia). Obrona znalazła te materiały kilka miesięcy po rozpoczęciu procesu. 

·         Obrona wykazała również, iż brakowało 1,5 cm ³ krwi z oryginalnego 8 cm ³ pobranej od Simpsona do wykonania badań porównawczych DNA ze śladami krwi znalezionymi na miejscu zbrodni, w samochodzie Ford Bronco i na terenie rezydencji Simpsona. Jest to bardzo istotne ponieważ badania laboratoryjne niektórych zabezpieczonych przez policję śladów krwi wykonane przez biegłych zatrudnionych przez obronę wykazało obecność substancji chemicznej konserwującej krew. I taka substancja znajdowała się w standardowych probówkach do pobierania krwi, używanych przez policję. Prokuratura okręgowa i biuro lekarza sądowego nie mogła wyjaśnić, ani przyczyn braku udokumentowania zużycia 1,5 cm ³ krwi, ani obecności substancji konserwującej w śladach krwi Simpsona pochodzących z miejsca zbrodni. 

·         Podążając tym tropem obrona przyjrzała się bliżej „historii“ lewej rękawiczki znalezionej przez detektywa Furhmana za domem gościnnym w rezydencji Simpsona. Rękawiczka ta jak wynika z zeznań detektywów i zdjęć na miejscu znalezienia - była cała pokryta świeżą niezakrzepłą krwią. Jeżeli, jak dowodził oskarżyciel - Simpson wracając do domu z miejsca zbrodni na teren swojej rezydencji dostał się przez płot za domem gościnnym i zgubił tam rękawiczkę – to krew na znalezionej po 7 godzinach od czasu zbrodni rękawiczce byłaby skrzepnięta czyli sucha. Stąd nasuwał się logiczny wniosek, iż rekawiczka ta nie mogła być „“zgubiona“ przez Simpsona. Jak więc znalazła się pod oknem rezydenta Simpsona, ze śladami niezakrzepłej krwi? 

Pierwszy policjant na miejscu zbrodni zeznał w czasie śledztwa, iż widział na ziemi w pobliżu ofiar dwie rękawiczki. Na procesie nie pamiętał i nie byl pewien. 

Obrona przeanalizowała dziwną prawidłowość – detektyw LAPD Mark Furhman, odsunięty od śledztwa około godziny 4.00 rano, a więc biorący udział w śledztwie jako „woluntariusz“ znalazł wszystkie najważniejsze dowody prokuratury. To Furhman zobaczył ślady krwi w samochodzie Bronco na wewnętrznej stronie drzwi od strony kierowcy, które to odkrycie było podstawą wejścia na teren rezydencji Simpsona. Obrona wykazała, iż mała rozmazana plamka krwi na wewnętrznej stronie drzwi samochodu była tak usytuowana, że detektyw Furhman nie mógł jej widzieć przez zamknięte okno samochodu, nie była też widoczna przez okno od strony pasażera. Furhman też wyszedł z inicjatywą wejścia na teren rezydencji i przeskoczył płot, aby otworzyć bramę. „Na ochotnika“ też poszedł na tyły domu gościnnego i tam znalazł zakrwawioną rękawiczkę. W tym miejscu należy zaznaczyć, że żadnych innych śladów tam nie znaleziono – ani śladów krwi, ani co najistotniejsze warstwa starych podgnilych liści jakimi pokryta była tam ziemia nie była naruszona i nie było tam śladów jakie musiałby zostawić potężny, ważący ponad 120 kg Simpson skacząc przez płot i następnie przebiegając do głównej rezydencji. Przypomnieć należy, iż prokuratura twierdziła, iż przeskakując płot Simpson łapiąc równowagę uderzył rękoma o ścianę budynku – to miały być te trzy uderzenia w mur, które słyszał Kato Kaelin. Dlaczego trzy uderzenia? - pytała obrona. 

W związku z powyższymi wątpliwościami co do przebiegu wydarzeń opisanymi przez oskarżyciela, obrona twierdziła, iż Mark Furhman znał OJ Simpsona i jego żonę z wcześniejszej interwencji, podczas awantury w jego domu, a także z opowiadań kolegów z posterunku, którzy bywali zapraszani prywatnie do rezydencji Simpsona. Obrona zarzucała również Furhmanowi rasizm.

Według obrońców Simpsona, detektyw Furhman, kiedy dowiedział się, że nie będzie prowadził śledztwa, czekając na przyjazd detektywów Lange i Vannattera włożył jedną z rekawiczek z miejsca zbrodni do plastikowego woreczka na dowody i schował w kieszeni. Teraz pozostało mu przekonanie detektywów, iż jego pomoc jest niezbędna i podrzucenie jej na terenie rezydencji Simpsona. Taki scenariusz tłumaczył fakt, iz krew na rękawiczce nie była skrzepnięta. Plan się udał. Obrona domniemała, że Furhman opowiedział o awanturach między Simpsonami i pobiciu Nicole przez OJ-a i prawdopodobnie postawił tezę, iż mordercą prawdopodobnie jest właśnie on, a także zaproponował udanie się do jego rezydencji.

Podczas przesłuchania Furhmana w pierwszej części procesu – przedstawiania dowodów winy przez prokuraturę, Mark Furhman kilkakrotnie odpowiadając na pytania i prokurator Marci Clark i obrońców stwierdził kategorycznie, iż nigdy nie był i nie jest rasistą.

Podczas przedstawiania sprawy przez obronę ponownie stanął jako świadek i jeszcze raz powtórzył, że nie jest rasistą. Po tym oświadczeniu obrona przedstawiła nagranie materiałów do scenariusza filmowego, w którym Mark Furhman opowiada autorce o pracy w policji – m.innymi o podrzucaniu dowodów „aby wzmocnić sprawę i tylko wtedy, kiedy jest pewność, że podejrzany jest winny“. W dalszej częsci Furhman wypowiada się na temat Afroamerykanów - niezbyt pochlebnie i nazywa ich Nigers – co w Stanach uważane jest za określenie obrażąjące i rasistowskie.
Aby zakończyć kwestię rękawiczek, dodam, iż najdramatyczniejszym momentem w całym procesie była próba włożenia tychże rękawiczek przez Simpsona. Prokuratura wyraziła zgodę, aby obrona poprosiła Simpsona o ich nałożenie. Rękawiczki były dużo za małe i eksperci od kurczenia się skóry stwierdzili zgodnie, iż krew ofiar na nich nie może być powodem takiego skurczenia. 

Panuje powszechne przekonanie, iż zgoda prokuratury na ten eksperyment przypieczętowała uniewinnienie Simpsona.

Ale nie tylko Mark Furhman  “miał pewność, że podejrzany jest winny“. Ktoś mający dostęp do fiolki krwi pobranej od Simpsona ( detektyw Vannatter?) „pokropił“ tu i tam tą krwia z substancją konserwująca, co wykazała obrona.

W tym miejscu należy wyjaśnić na czym polega rola obrońcy czy obrońców w procesie w prawodawstwie anglosaskim, innaczej zwanym common law.
Rolą obrony nie jest udowodnienie niewinności oskarżonego, a wykazanie słabości, błędów, nielogiczności w dowodach winy przedstawionych przez prokuraturę. Sędziów przysięgłych obrona musí przekonać, że oskarżenie „nie trzyma się kupy“, albowiem to oni na końcu procesu przedstawią swój werdykt – winny lub niewinny. Trzeba też podkreślić, iż sędziowie przysięgli wydają swój werdykt na podstawie oceny dowodów przedstawionych przez obydwie strony, a nie na podstwie oceny i ewentualnego „przeświadczenia“ o winie. Innymi słowy nawet jeżeli sędziowie są przeświadczeni o winie oskarżonego, ale prokuratura nie przedstawiła dowodów winy oskarżonego, które „ponad wszelkie wątpliwości“przekonają sędziów o winie, musza wydać wyrok uniewinniający. Brak udowodnienia „ponad wszelkie wątpliwości“ może wynikać z nierzetelnej pracy policji i prokuratury i w efekcie słabego, nielogicznego oskarżenia, jak również z rzetelnej i drobiazgowej pracy obrony, która w zdawałoby się na pierwszy rzut oka logicznym i niepodważalnym oskarżeniu znajdzie niejasności i nielogiczności i je wykaże. 

W przypadku Simpsona zdawałoby się niezwykle mocne dowody jego winy w oskarżeniu, zamykały się w logiczny łancuch poszlak popartych badaniami DNA i inymi badaniami kryminologicznymi, zostały podważone przez obronę jak przedstawiłam powyżej (ograniczylam się do najistotniejszych dowodów). Łańcuch poszlak został przerwany w kilku miejscach i nie zamykał się w logiczną, spójną całość. W efekcie sędziowie przysięgli, nawet jeżeli mieli „wewnętrzne“ przekonanie o faktycznej winie Simpsona, nie mogli na podstawie przedstawionych przez prokuraturę i obronę dowodów stwierdzić jego winy ponad wszelką wątpliwość. 

W powszechnym odczuciu tak w Stanach, jak i po za granicami tychże, proces Simpsona i jego uniewinienie jest przedstawiany jako „kupiona“ niewinność mordercy, którego było stać na Dream Team obrońców, którzy „zmanipulowali“ systém. Moim zdaniem taka opinia jest błędna i krzywdząca, tak obrońców jak i sędziów przysięgłych, a także dla amerykańskiego systemu prawnego. 

Prawdą jest, że Simpson wydał kilka milionów na obrońców i „zwykłego“ Amerykanina nigdy nie byłoby stać na tak kosztowną obronę. Nie oznacza to jednak, że wszystkie niejasności i wątpliwości dotyczące dowodów przedstawionych przez oskarżyciela, jakie wykazała obrona były „wymyślone“ czy „kupione“. Zwyczajnie obrona mogła sobie pozwolić na dziesiątki asystentów, którzy przejrzeli i przeanalizowali każdy raport, protokół, nagranie czy papierek, co w przypadku zwykłego zjadacza chleba byloby niemożliwe. Przecież Mark Furhman naprawdę jest rasistą, nienawidzącym czarnych, rękawiczka znaleziona około 7 godzin po morderstwie pokryta była niezakrzepłą krwią, laboratorium policjne „zgubiło“ 1.5 cm sześciennego krwi Simpsona, a w sladach krwi Simpsona podobno znalezionych na miejscu zbrodni obrona znalazła środek konserwujący, który nie występuje w naturze, a tym bardziej nie jest naturalnym składnikiem krwi człowieka. No i faktem jest, co widziało dziesiątki milionów ludzi, że rękawiczek z miejsca zbrodni nie mógł założyć Simpson, były co najmniej dwa pełne numery za małe.

Na marginesie dodam, że na pomysł eksperymentu z przymierzeniem rękawiczek prawdopodobnie wpadłby „zwykły“ adwokat amerykański w takiej sprawie i można założyć z dużym prawdopodobieństwem, iz werdykt ławy przysięgłych byłby taki sam, bez wykazania wszystkich wątpliwości co do dowodów oskarżenia.

Fakty podane powyżej spełniają standard wykazania przez obronę nie dających się usunąć wątpliwości, wykluczających  uznanie winy Simpsona.


Z powodów powyżej przedstawionych, ironią  jest fakt, iz wokół tego procesu narosło tyle legend i mitów, iż obecnie tak w USA, jak i na świecie przebieg tego procesu i werdykt ławy przysięgłych jest uznany za sztandarowy przykład „patologii“ amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.  

Moim zdaniem  sędziowie zawodowi w sądzie okręgowym w Polsce - dwóch  sędziów  (plus trzech nie mających de facto nic do powiedzenia  ławników, dlatego przez sędziów zwani są "wazonami") uczciwie, rzetelnie i zgodnie z przepisami kpk oceniając dowody przedstawione powyżej - nie mieliby podstaw aby  skazać OJ za te zabójstwa. Ale by go skazali.  Z powodów przedstawionych przez Rebelintkę "Większość procesów toczy się bez udziału czynnika społecznego, a sędziowie są oskarżani o brak dążenia do prawdy, stronniczość, oderwanie od realiów, w których żyją Polacy, pogardę dla podsądnych, brak poszanowania dla praw człowieka, tkwienie mentalnie w czasach tzw. komuny i inne wady. Pomimo wielu lat coraz bardziej otwartej krytyki, nic się w sądach nie zmienia."
 
Dlatego nie zgadzam sią z argumentami przeciwników ław przysięgłych o rzekomej przewadze wykształconych prawników - zawodowych sędziów nad zwykłymi zjadaczami chleba. Nawet w polskiej doktrynie testem na udowodnienie faktu - jest uznanie tego faktu za udowodniony ponad wszelkie rozsądne wątpliwości przez średnio inteligentnego człowieka. Czyli ocena dowodów nie zależy ani od poziomu wykształcenia,  ani tym bardziej od wymogu posiadania wykształcenia prawniczego. Poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialność moralna za werdykt nie zależy ani od wykształcenia ani od statusu materialnego. 

12 sprawiedliwych myli się zdecydowanie rzadziej niż dwóch „profesjonalistów” od sprawiedliwości.